W kościele ewangelicko-augsburskim pod wezwaniem Świętej Trójcy, przy ul. Energetyków w Szczecinie nad ołtarzem znajduje się obraz namalowany przez Henryka Osten Ostachiewicza.

Chrystus w Getsemani (Ogrodzie Oliwnym - Ogrójcu)- ołtarz Kościoła Ewangelickiego pod wezwaniem Św. Trójcy w Szczecinie. Na pierwszym planie Anna, Ryszard, Barbara - dzieci Artysty

Dlaczego Getsemani?


          Dlaczego Getsemani? Dlaczego ten tak nietypowy temat - modlącego się Jezusa na Górze Oliwnej - wybrał Henryk Ostachiewicz na obraz, który miał znaleźć się nad ołtarzem nowego wówczas kościoła wyznania ewangelicko-augsburskiego w Szczecinie?
          Takie pytanie niegdyś zadał mi, córce głuchoniemego artysty plastyka, ksiądz proboszcz Piotr Gaś, który nie znając historii obrazu chciał wzbogacić archiwalne informacje o nim i o jego twórcy. Wypowiadając zaś swoje refleksje na temat obrazu tak trafnie określił wrażenia spokoju, uniesienia, ufności i nadziei, jakie rodzą się u człowieka patrzącego na ten obraz, że uradowało mnie to niezmiernie, bowiem pamiętam, że właśnie takie przesłanki powodowały mym ojcem, aby ten temat wybrać. I jeśli właśnie takie wrażenia wywołuje ten obraz u widza, to artysta osiągnął swój cel.
          Ze względu na architekturę kościoła nad ołtarzem, tematem nie mogła być Ostatnia Wieczerza, gdyż horyzontalny układ takiego obrazu nie odpowiadałby harmonii architektonicznej tego miejsca. Tam bowiem mógł znaleźć się jedynie obraz o układzie pionowym. Jezus ukrzyżowany - temat ukazujący ogromne cierpienie i jednocześnie okrucieństwo człowieka - był dla artysty o duszy optymisty tematem zbyt przygnębiającym. Jezus modlący się - ten temat zafrapował artystę i widziałam, że najwięcej takich szkiców rysował, zbliżając się coraz bardziej do ostatecznego wizerunku modlącej się postaci. Przypominam sobie, że także zastanawiał się nad kolorystyką obrazu i wybrał szatę w kolorze nie purpurowym, lecz błękitnym, aby z obrazu emanował spokój. Mimo zaś użycia tej zimnej barwy, przez oświetlenie postaci Jezusa, obraz jest w swym wyrazie ciepły.
          Artysta chciał pokazać człowieka wierzącego i ufnego, modlącego się żarliwie do Boga i jednocześnie mającego nadzieję, że modlitwa zostanie wysłuchana i przyniesie pokój jego duszy.
          Z wypowiedzi księdza proboszcza, iż w rozmowach z wiernymi korzysta z refleksji, jakie wywołuje ten obraz i że są one pomocne w kojeniu ich dusz, wywnioskowałam, że potwierdza się słuszny wybór tematyki obrazu i jednocześnie kunszt artysty.
          Z obrazem związany jest też inny epizod z życia Henryka Ostachiewicza, który z racji swego kalectwa - głuchoty, posługując się językiem migowym, uczył młodego księdza tego języka, w tym samym czasie, kiedy powstawał obraz. Atmosfera w pracowni miała w sobie coś z mistycyzmu, bo i język migowy, którym się posługiwano wyrażając treści religijne, i malowany obraz, i sama postać długowłosego młodego księdza w sutannie, wszystko to właśnie taki charakter jej nadawało. Ksiądz - jakoś dziwnie przypominający mi wyobrażenie Jezusa z różnych dzieł sztuki - czasami pozował ojcu, aby pomóc mu uchwycić właściwy rys postaci.   Obraz był malowany na początku lat sześćdziesiątych, gdy byłam licealistką, mimo to do dziś pozostało we mnie silne wrażenie na wspomnienie aktu tworzenia tego obrazu przez ojca. Pamiętam pustkę, gdy ukończony obraz znikł z domu. Przekonałam się o tym po latach, podczas dwukrotnego pobytu w Jerozolimie. Bardzo chciałam być przede wszystkim właśnie na Górze Oliwnej, mając w pamięci ten obraz, dotknąć wiekowych oliwek, stąpnąć stopą w tym miejscu i zobaczyć oczami wyobraźni klęczącego Jezusa, którego namalował mój ojciec.


              Anna Gonczaruk

foto: Zbigniew Gonczaruk